Omówiliśmy pierwszy z ośmiu stopni jogi – Yama. Drugim jest Niyama – zasady regulujące nasze najbardziej intymne – wewnętrzne nastawienie do świata i do siebie. Intymne dlatego, ze w bezpośredni sposób nie przekłada się ono na działanie i nie wymaga kontekstu społecznego – interakcji, aby zaistnieć. W sutrze II.32 Patańdżali wyróżnia kolejną piątkę reguł:
śauca czystość
santosa zadowolenie
tapah religijny zapał, żarliwe pragnienie
svadhyaya zgłębianie prowadzące do poznania jaźni
Iśvara pranidhanani (p)oddanie się Bogu, koncentracja na Bogu
Moglibyśmy przebywać na bezludnej wyspie i nadal każda z kwalifikacji wymienionych powyżej byłaby spełniona pozytywnie bądź negatywnie w odniesieniu do nas. Czy taki stosunek do świata i do siebie – jak z opisu wynika – jasny, entuzjastyczny wobec doskonalenia się, pokorny wobec siły wyższej może zakwitnąć w mętnej wodzie? Z premedytacją mieszam tu poziomy rozumowania wprowadzając obraz wody aby syntetycznie oddać stan umysłu nieprzygotowanego przez odpowiednią praktykę Yamy. Pierwszą z zasad Niyamy jest sauca, która przywodzi na myśl drugą Yamę – satya (choć wydaje się, że w przekładzie bliższa jest brahmacharyi). Tak, jak możemy być nieuczciwi wobec innych tworząc na potrzeby sytuacji wersje zdarzeń (kłamać, oszukiwać), tak też możemy zatracić uczciwość wobec siebie samych – ukrywać te fragmenty doświadczeń, motywów, które nie spełniają naszego idealistycznego wyobrażenia o sobie.
Tym sposobem nasz umysł zaczyna się rozwarstwiać na sferę, z którą się identyfikujemy (świadomą) i tę, która jest odrzucona (nieświadoma albo wyparta). Ponieważ część zawierająca elementy wyparte nie traci przez to siły swojego oddziaływania to oddziaływanie pozostaje w mocy a nawet nasila się szukając sposobu na manifestację na gruncie behawioralnym, z pominięciem sfery świadomej. Dopóki nie zaczniemy dostrzegać prawdziwych motywów tych działań dopóty imperatyw idealnego obrazu siebie będzie podsuwał najróżniejsze zastępcze wyjaśnienia dla naszych działań. W tak zmąconym środowisku trudno o uczciwe samopoznanie. Nasze intencje przestają być transparentne dla introspekcji, umysł traci czystość w sensie przejrzystości, której nie należy tu utożsamiać z manichejskim podziałem na dobre i złe (dobre = transparentne, złe = mętne). Podstawą do jakiejkolwiek dalszej pracy jest uczciwa ocena stanu, lub punktu w jakim jesteśmy, z jakiego wychodzimy dalej. Jak zatem trzeźwo spojrzeć na siebie skoro dostępny nam fragment umysłu poddaje zniekształceniu całą resztę, manipuluje motywami, nagina fakty, tworzy fikcję na użytek propagandy idealnego obrazu siebie? Trudne to zadanie do wykonania w pojedynkę.
Podstawowe narzędzia znajdują się w pakiecie oferowanym na niższym stopniu. Jak przekonywałam w poprzednim odcinku – zasady moralne tworzą rodzaj ramy w karby której ujmowane są nasze działania. Jeśli część świadoma akceptuje ramę a mimo to działania wykraczają poza nią – mamy ewidentny sygnał, że motywy kierujące nami są ukryte i trzeba ich wytrwale poszukiwać. Istnieją jednak i takie sytuacje, gdzie na skutek manipulacji dochodzi do tak dużego zniekształcenia postrzegania, że nie widzimy naszych wykroczeń, albo próbujemy naginać ową ramę. Stosując analogię z asaną – trochę przesuwamy kostkę pod dłonią poza oś ciała, żeby nie konfrontować się ze sztywnością w ciele. Wtedy właśnie potrzeba kontaktu z kimś, kto patrzy na nas z boku i jest zdolny dostrzec to, co sami przed sobą skrzętnie ukrywamy. Tym kimś jest właśnie nauczyciel.


