Mój pierwszy Nauczyciel

Nauczycielem, który niewątpliwie wywarł najsilniejszy wpływ na mnie (co nie oznacza, że jest to wpływ najszerszy, czy też najgłębszy) bez wątpienia jest Faeq Biria. Zastanawiające jest dlaczego właśnie on. Bo nie powiedziałabym, że dzięki niemu najwięcej zrozumiałam, bo to dała mi Rita Keller. Również nie mam poczucia, że jego oddziaływanie dało mi najgłębszy wgląd w istotę praktyki, bo to jest dzieło Gity Iyengar. Jednak nie mam wątpliwości, ze jego wpływ był w skali siły największy.

Miałam to szczęście, że spotkałam się z nim po raz pierwszy jeszcze, kiedy bywał w tej części Europy na zmianę w Polsce i w Rosji. To była jego druga, albo trzecia wizyta w Polsce w kwietniu 1999 roku. Weszłam w skład drugiej transzy kandydatów do egzaminu Introductory I przeprowadzanego w Polsce. W tamtych czasach ten dyplom był sygnowany przez samego Gurujiego. Faeq zrobił kilkudniowy warsztat a potem egzamin. Zdałam, ale to było nic ponieważ wcześniej zostałam absolutnie porażona jego stylem nauczania, energią, systematycznym podejściem do tematu i otwartością na nas – zapalonych do praktyki Słowian (grupa była głównie polsko-rosyjska). Aż do 2004 roku jeździłam za Faeqiem na warsztaty a to w Polsce a to do Rosji. Szczycę się tym, że od niego uzyskałam wszystkie dyplomy do Juniora II włącznie. Do dziś jestem z nim w regularnym kontakcie – co dwa lata uczestniczę w jego intensywnych warsztatach w Blacons na południu Francji. Przywożę stamtąd bezcenne sekwencje, które potem skrupulatnie studiuję wprowadzając w czyn na żywym organizmie moich uczniów w ramach cyklu warsztatów Vinyasy. Żywy organizm najwyraźniej się cieszy doskonałymi efektami tego eksperymentu bo moja sala do jogi zapełnia się co roku wracającymi do tematu stałymi bywalcami. Faeq swoim przemożnym oddziaływaniem gdzieś u zarania moich doświadczeń z jogą zapewnił sobie moje wytrwałe oddanie.

Zadaję sobie więc pytanie – co jest takiego w jego osobie, co skutkuje wyżej opisanymi fenomenami? Zastanawianie się nad tym doprowadziło mnie do ciekawych wniosków szerszej natury. Otóż wydaje mi się, że Faeq jest bardzo czystym przykładem nauczyciela charyzmatycznego. Tę jego cechę doskonałe wyczuł Guruji kierując go wszędzie tam, gdzie joga Iyengara jest jeszcze mało znana. Tak było w czasach, o których wspomniałam wyżej – koniec lat ’90 ubiegłego wieku i początek tego – kiedy to podbijał Europę Środkowo-Wschodnią, czyli kraje post-komunistycznie. Następnie Izrael (ciekawe, że w Skandynawii jego wpływ nie był znaczący) a potem Ameryka Łacińska z Brazylią na czele. Ostatnio zaś … Państwo Środka… Cóż, ekspansja trwa. Faeq do tego zadania nadaje się doskonale. Nie tylko w aspekcie geograficznym – pojawiając się wszędzie tam, gdzie za jednym zamachem należy zarazić entuzjazmem całe rzesze ludzi, ale też w wymiarze, który roboczo nazwę ‘rozwojowym’.

W skali konkretnych osób – żywych ludzi Faeq bezbłędnie trafia do tych, którzy są na początku drogi, do umysłów początkujących. A jeśli umysł początkującego tkwi na dodatek w emocjonalnie młodym mózgu i żywotnym ciele – sukces jest gwarantowany. Może nieco z przekąsem – niemniej konstatuję, że nie jest przypadkiem to, jak się ze sobą wiążą nauczyciel i uczeń. Uczeń, pogubiony na początku drogi szuka jasnych sygnałów. Najjaśniejsze z nich mają postać autorytarnie stawianych tez. Autorytaryzm może prowadzić do radykalizmu, może wywołać fanatyzm – to wszystko są skrajności, do których daleko nauczaniu Faeqa. Niemniej tego rodzaju – niebudzące cienia wątpliwości, autorytarne – przywództwo jest w stanie jak maczeta w dżungli wytyczyć ścieżkę w zagmatwanym i pełnym wątpliwości umyśle początkującego. Tylko taki radykalny sposób postepowania może wyzwolić pokłady energii konieczne do tego, żeby przebić się przez opór materii, jaki pojawia się na początku drogi. Opór materii ma wielowymiarowy charakter – składa się na niego nie tylko sztywne i gnuśne ciało, ale też pełen leków i mechanizmów obronnych umysł oraz niechętne zmianom otoczenie. Rozpoczęcie praktyki jest jak skok w płomienie. Nauczyciel taki jak Faeq potrafi w ten ogień poprowadzić. A co potem? O tym w kolejnym odcinku.

Posted in nauczyciel jogi | Tagged , , , , , ,

O spotkaniu z nauczycielką …

Miesiąc temu uczestniczyłam w dość elitarnym warsztacie dla nauczycieli przygotowujących się do egzaminu na stopień Senior Intermediate, w Kolonii. Warsztat ten prowadzony był przez słynną nauczycielkę z USA – Patricię Walden. Wiem o dwóch nauczycielach posiadających stopień Senior Advanced (być może są to jedyni nauczyciele o tak wysokim stopniu jedynie w USA, bo w zasadzie tylko tam panuje polityka pełnej jawności stopni – niezbyt mile widziana w Europie). Jeśli nic nie wiecie o stopniach nauczycielskich – polecam Wam lekturę mojego artykułu na ten temat. W każdym razie ów drugi wysoko certyfikowany nauczyciel – Manouso Manos określił Patrycję jako ikonę jogi (ponieważ wystąpiła ona w jednym z pierwszych Video z jogą do domowej praktyki z TV, jej zdjęcia do Yoga Journal budziły zachwyt nie tylko w Ameryce ale i po drugiej stronie Atlantyku), która przeistoczyła się w żywy kaganek oświaty jogicznej niestrudzenie propagując tę dziedzinę w Stanach i na świecie. Byłam bardzo ciekawa tego spotkania. Widziałam praktykę Patricii w Punie. Byłam świadkiem jej pracy z Gurujim, który biorąc kogokolwiek na warsztat po pierwsze sążniście uciera mu nosa pokazując jego miejsce w szeregu. Nie jest więc łatwo… Patricia dzielnie dawała sobie radę. Patrząc natomiast z boku na to, co potrafi jako dojrzała i już niemłoda osoba praktykująca – należy po prostu chylić czoła, ponieważ jest to praktyka nie tylko zaawansowana pod względem stopnia trudności pozycji, ale przede wszystkim jest to praktyka niezwykle klarowna, wykonywana z niezwykłą lekkością i gracją. Jest doskonałą egzemplifikacją jakości sattwicznej.

Spotkanie z Patricią skłoniło mnie do refleksji nad osobowością nauczyciela i tym jak ta osobowość może oddziaływać na uczniów. Z perspektywy miesiąca sądzę, że moje twórcze zainteresowanie tym tematem zostało wzbudzone z dwóch powodów. Jako pierwszy podam ten błahy.

Na sali wśród ćwiczących obecna była Rita Keller. I to właśnie porównanie z nią kazało mi odczuć różnicę między amerykańską w charakterze wibracją Patrycji i europejską Rity. Ta opozycja dotyczy nie tylko tych dwóch pań. Jest coś wspólnego w podejściu do nauczania Patrycji i Lois Stainberg, podobnie powiedzieć można o Ricie i Corin Biria pomimo oczywistych różnic miedzy nimi. Różnicę tę odniosłabym obrazowo do relacji między amerykańskim pragmatyzmem a europejskim intelektualizmem. W przekazie nauczycielek zza wielkiej wody jest wiele prostoty – być może ocierającej się momentami o uproszczenia, jest też mniej kategoryzacji i systemowości. Jest więcej zabawy i ciekawości, łamania schematów. Podczas gdy u Europejek wiedza jest dużo bardziej usystematyzowana, ale też momentami akcent przenosi się z konkretu w abstrakcję. Można powiedzieć, że jest w niej więcej wyrafinowania, ale chyba też przez to wydaje się bardziej skomplikowana i w nieuchwytny sposób głęboka. Czy słusznie – trudno powiedzieć… Amerykanki są bardziej otwarte i swobodne, gotowe na pytania. Europejki nieco bardziej usztywnione w swoich rolach nauczycielek. Tyle bardzo ogólnych impresji.

Drugi powód mojego zainteresowania tematem to sutra, na którą Patrycja w pewnym momencie się powołała na zajęciach. Niestety nie podała numeru – a ja też jeszcze do niej nie dotarłam. Sutra ta mówiła o motywacji do praktyki. O źródłach, z których możemy czerpać kiedy nam jej brakuje. Jako podpowiedź o to skąd ją brać przytoczyła anegdotę ze swojego życia: Czasem kiedy planuję zrobić 108 wygięć do tyłu z Tadasany nachodzą mnie wątpliwości i zwyczajne lenistwo. Myślę sobie – teraz kiedy jestem po 60 to już nie dla mnie… I wtedy właśnie przywołuję obraz Gurujiego z jego 85 urodzin. Pamiętam jak oczekując na swoich uczniów, którzy mieli z nim obchodzić te urodziny stał na swojej macie na sali do praktyki i wykonywał 108 przejść z Tadasany do Urdhva Dhanurasany. Jego stopy na macie ani drgnęły. To mi pomaga zmobilizować się …

Z tego co pamiętam mówiła o tym do nas przy 10 powtórzeniu Urdhva Dhanurasany. O tym rodzaju motywacji do praktyki więcej następnym razem.

 

Posted in nauczyciel jogi | Tagged , , , ,

O ustawianiu się do pionu, albo o kręgosłupie moralnym…

Wszyscy znamy te powiedzenia, w prosty sposób wiążące ze sobą oś ciała i system zasad o charakterze etycznym. Potoczne mądrości często mają w sobie ziarno prawdy…

Wątek rozważań z poprzedniego artykułu urwał się zaraz po wkroczeniu na teren zasad moralnych, o których jak wiemy mówią yamy i nijamy – dwa pierwsze stopnie jogi. Ahimsa posłużyła nam tu za przykład.

Sądzę, że to dążenie do wyrównywania komplementarnych względem siebie części ciała w sensie podziału pracy w wykonywaniu ruchu oraz dążenie do symetrii i liniowego ułożenia ciała mają głęboko formatujący w sensie etycznym wymiar. Istotnym punktem odniesienia, jakby ramą w jaką nieustannie wpisuje się ciało praktykującego i jego kontrolujący praktykę świadomy umysł jest podłoże i działająca w przestrzeni siła grawitacji. Jak pisałam wcześniej – miejsca podparcia, części ciała przylegające do podłoża i przyjmujące na siebie najwięcej z ciężaru są niezwykle istotne bo stanowią punkt odniesienia dla reszty ciała. W przeciwnym razie jesteśmy „zagubieni w przestrzeni” – jak określiła to na ostatnich warsztatach w Kolonii Patricia Walden (z których dopiero co wróciłam). Odnosiła się do pozycji zaawansowanych, a których punkt podparcia jest wątły a ciało rozkłada się obszernie w przestrzeni: Ardha Chandrasana, Parivritta Ardha Chandrasasana, Parivritta Eka Pada Sirshasana (dwie ostatnie utrudnia dodatkowo fakt skrętu tułowia, a ostatnią odwrócenie ciała głową w dół). Jestem zdania, że owo podkreślanie symetrii, osiowego ułożenia ciała i odnoszenie się do ramy jaką tworzy pole działania siły grawitacji w kształtowaniu naszej reprezentacji ciała oraz korygujący wpływ asany na nierównowagę motoryczną ciała wprowadzają podwaliny pod bardzo ogólnie rozumiane postępowanie etyczne.

Etyczne w sensie bliskim rozumieniu antycznemu – jako „to metron” równowaga, miara, i pochodzące od nich zrównoważenie i umiarkowanie. Kiedy mamy pojęcie równowagi, możemy w adekwatny sposób czuć wagę spraw względem siebie i wybierać te, które są ważniejsze (cięższe).

Co jest podstawą moich dość daleko idących wniosków? Otóż twierdzę, że zarówno nasza mapa ciała jak i ciało, w jakiś sposób kształtowane przez praktykę asan – są narzędziem do poruszania się, a ruch – nasze funkcjonowanie w przestrzeni jest podstawą działania – realizowania tkwiących w nas zamiarów, celów. Zaś nasze działanie podlega wartościowaniu etycznemu – jest zgodne z zasadami, ramami, jest wyważone lub nie. Niemniej gdzieś głęboko nakładane na siebie obrazy ciała wpisującego się w zrównoważony sposób w ramę działania siły ciężkości muszą – moim zdaniem w końcu odnieść rezultat w postaci odcisku na naszym sposobie widzenia siebie w świecie zależności na każdym poziomie – fizycznym (poruszania się w polu grawitacyjnym), wegetatywnym (odżywiania się, oddychania), psychicznym (czucia, przywiązywania się, pragnienia, pożądania), społecznym (postępowania z uwzględnieniem potrzeb innych), duchowym (?). Kształtując w sobie głębokie poczucie pionu – zyskujemy przysłowiowy kręgosłup moralny, stawiamy się do pionu, niezależnie od tego z której strony działa na nas siła ciążenia i jak niewielki mamy punkt podparcia.

 

Posted in Bez kategorii | Tagged , , , ,

Rytm, ruch, medytacja…

Dla potrzeb porównania praktyki asan w metodzie Iyengara i Ashtanga Vinyasa jodze uwypukliłam znaczenie rytmu dla tej drugiej, co nie oznacza, że w pierwszej metodzie jest on zupełnie nieistotny. Dlaczego jednak akurat w Ashtandze pełni on donioślejszą rolę? Sądzę, że jest to niezwykle istotne narzędzie wpływu tej praktyki na umysł. Seria ashtangowa i jej dynamiczna, rządzona rytmem oddechu praktyka wprawiają umysł w stan zbliżony do tego, który towarzyszy recytacji mantr. Dodatkowo poruszenie energii w ciele i jej udrażniający kanały energetyczne wpływ powodują uwolnienie całej kaskady reakcji wydzielania wewnętrznego o różnym charakterze – enzymatycznym, hormonalnym a w konsekwencji również neuroaktywnym. Wiadomo, że ogólna, czy też podstawowa chemia organizmu znamionująca jego kondycję fizyczną w prosty sposób przekłada się na wydzielanie neurotransmiterów i nasz nastrój, funkcjonowanie uwagi etc.

Pomijając nadal rolę rytmu w praktyce iyengarowskiej skupię się na wątkach poruszonych wcześniej. Asana potraktowana autonomicznie przestaje być podporządkowywana oddechowi. Tym samym czas trwania w niej wydłuża się. Wprowadzenie korekt zmierzających do optymalnego ułożenia ciała wymaga czasu i – co istotne – uwagi. W metodzie Iyengara ułożenie ciała, wrażenia z niego płynące stały się przedmiotem studiów, punktem, wokół którego koncentruje się uwaga praktykującego. Dlatego Iyengar widzi w praktyce asany samą medytację. Prowadzona z uwagą praktyka asany wprowadza umysł w stan medytacyjny.

Sądzę jednak, że na tym nie koniec jeśli chodzi o działanie asan praktykowanych po iyengarowsku na nasz umysł. Poszukiwanie ułożenia ciała, które „współpracuje” z siłami grawitacji, dążenie do osiowego ułożenia jego części względem siebie jest zadaniem trudnym, wymagającym ogromnego wysiłku okupowanego często frustracją. Musi istnieć jeszcze jakaś głębsza motywacja dla tej „restrukturyzacyjnej” pracy. W pierwszym rzędzie jest nią zmiana wzorców ruchowych. Dążenie do zrównoważonej struktury kostno-mięśniowej wymaga wzmocnienia wielu partii ciała, które angażowane do pracy w asanie z uwagą – są też dzięki temu włączane w mapę reprezentacji ciała. Wchodzą do repertuaru motorycznego. Reszta dzieje się potem w codziennym życiu, kiedy to systematycznie – w prostych czynnościach zaprzęgamy do pracy zapomniany, niegdyś słaby fragment ciała. Analogicznie włączane są do użycia miejsca sztywne, które dzięki rozluźnieniu nagromadzonego w nich napięcia i wydłużeniu się zyskują przestrzeń do ruchu. Kiedy sztywne a silne partie odpuszczają nagromadzone napięcie ich udział w dźwiganiu ciała maleje, przejmują tę rolę miejsca niedociążane i słabsze. Udział poszczególnych części ciała w globalnym funkcjonowaniu motorycznym zaczyna rozkładać się równo po komplementarnych względem siebie partiach. Wszystko to jest możliwe dzięki swoistemu laboratorium, jakim jest asana, gdzie w bezpiecznych warunkach trenujemy swoje ciało i panowanie nad nim w sytuacjach, w których siła ciążenia działa na nie w różny sposób – czasem nawet na odwrót.

Widzę też głębsze uzasadnienie dla takiego sposobu postępowania. Kiedy Iyengar mówi o tym wyrównywaniu wpływów różnych części ciała odwołuje się do pojęcia Ahimsa – jednej z Yam – zasad moralnych mówiącej o niekrzywdzeniu. Wszak kiedy jedna część nadmiernie się naciąga przyjmując na siebie obciążenie ponieważ komplementarna wobec niej inna część jest sztywna dochodzi do niesprawiedliwości – ta przeciążana jest krzywdzona przez tę sztywną. I tym sposobem wkraczamy na teren etyki. Po tym terenie dość niepewnie będę się poruszać w następnym odcinku.

Posted in Bez kategorii | Tagged , , , , ,

Dośrodkowo czy odśrodkowo?

No więc weźmy tę lupę do ręki i przyjrzyjmy się asanie i jej dynamice w obu omawianych wyżej metodach.

Kiedy przyglądam się np. Utthita Trikonasanie – podobnie jak wszystkim występującym w obu podejściach pozycjom stojącym – widzę podstawową różnicę w kształcie. Mianowicie rozstaw nóg jest dużo mniejszy w podejściu ashtangowym niż iyengarowskim. Dlaczego? Otóż z mojej analizy wynika, że ustalenie małego dystansu w pierwszym rzędzie podyktowane jest lepszą w takim ułożeniu kontrolą ciała z jego centrum. Ponieważ to centrum ciała jest ośrodkiem, z którego rozchodzi się energia w asanie ku tegoż ciała peryferiom. Ważkim elementem praktyki ashtangowej są bandhy – techniki wytwarzania „zacisku” w ciele – swoistego zaworu w miejscach takich, jak dół miednicy, centrum miednicy, gardło. Powstrzymanie przepływu energii w tych miejscach kluczowych pozwala lepiej kontrolować jej przepływ i nadawać jej zdecydowanie kierunek odśrodkowy. To dzięki temu wytworzeniu zwartego centrum ciała możliwe jest lekkie przemieszczanie go – te pełne gracji przejścia i płynność ruchu. Pozwolę sobie na małe wtrącenie – pochodzące jeszcze z mojego poprzedniego „wcielenia”, kiedy to zajmowałam się tańcem. Podobny sposób kontroli ciała poprzez tzw. contraction stosowała Martha Graham – prekursorka współczesnych technik tańca tzw. modern dance. Punktem wyjścia dla jej techniki był taniec klasyczny (balet), niemniej inspiracji ponoć dostarczała też joga. Wracając do naszego głównego wątku – płynność przejść między pozycjami znajduje swoje przełożenie na poruszenie energii w całym organizmie. Układ asan w serii pobudza ruch płynów i wydzielanie wewnątrzustrojowe udrażniając kanały, którymi te płyny krążą. Miedzy innymi do tego właśnie sprowadza się odblokowywanie energii. Pomijam – świadomie – zagadnienie oddechu, które jest również ważną składową praktyki w tym nurcie. To, co moim zdaniem wysuwa się na plan pierwszy to rytm. I sposób wykonania asany podporządkowane jest utrzymaniu stałego rytmu – seria staje się rodzajem mantry. Żeby ten rytm utrzymać kluczowym elementem staje się oddech, a specyficzna akcja w asanie wspiera nadrzędną rolę serii – całej sekwencji asan.

Rzec można, że u Iyengara jest dokładnie odwrotnie. Asana została wyjęta z kontekstu sekwencji. Uzyskując autonomię stała się przedmiotem wieloletnich, dogłębnych i prowadzonych z ogromnym zaangażowaniem – studiów, jakim poświęcił swoje życie BKS Iyengar. Co jest rezultatem tej inwestygacji? Bardzo specjalna technika wykonywania asany, w której kluczowym elementem jest jej kształt, a ściślej dążenie do strukturalnie poprawnego ułożenia ciała. Strukturalnie poprawne oznacza wprowadzające minimum zbędnych przeciążeń biorąc pod uwagę zanurzenie ciała w polu grawitacyjnym, gdzie siły działają pod kątem prostym do podłoża. Takie środowisko (pole sił) narzuca specyficzną geometrię w układzie kośćca oraz wyznacza uprzywilejowaną pozycję tym częściom ciała, które mają styczność z podłożem. Kontakt z podłożem i docisk ciała są źródłem informacji o ułożeniu zgodnym bądź nie z tą specjalną geometrią oraz źródłem siły, potrzebnej do modyfikacji ułożenia ciała, tak, aby ułożyć się optymalnie gdy chodzi o wysiłek oraz przeciążenia struktury. Co przylega zatem w asanach do podłoża? Najczęściej to, co w terminologii jogicznej nazywane jest karmendrija, czyli organy działania – stopy, dłonie, ramiona, kolana, golenie, przedramiona etc. Części ciała, które tworzą – gdyby wpisać ciało w okrąg – jak zrobił to sławny Leonardo Da Vinci – punkty bliżej obwodu koła (wyznaczonego przez okrąg) niż jego środka. Widać zatem, że energia płynie tu od peryferii ciała do jego centrum. Ruch uwewnętrznia się stając się akcją dośrodkową. Jakie ma to konsekwencje dla działania asany? Następnym razem.

Posted in Bez kategorii | Tagged , , , ,

Ashtanga vs Iyengar

Z zainteresowaniem obserwuję rozwój Ashtanga Vinyasa jogi w Polsce. Długo ta metoda była słabo reprezentowana nad Wisłą. I proszę bardzo! Od dwóch, trzech lat na naszych oczach odbywa się prawdziwy rozkwit, istny boom. Do niedawna mieliśmy jogę metodą BKS Iyengara potem długo, długo nic a następnie Sivanandę i pojedynczych przedstawicieli Ashtangi. Ta sytuacja obecnie radykalnie ulega zmianie.

Całkiem niedawno jedna z moich asystentek zdecydowała się na praktykę w tej właśnie tradycji. Dołączając tym samym do grona nauczycieli Iyengara, którzy zdobywszy podstawy sztuki wykonywania asan w podejściu iyengarowskim – porzucili je dla Ashtangi. Początkowo sądziłam, że skoro oba nurty mają to samo źródło – nauczanie Krishnamacharii – można włączać elementy nauczania ashtangowego do praktyki iyengarowskiej. Np. wprowadzając bandhy do praktyki asan. Już cieszyłam się na myśl o wzbogaceniu praktyki asan w tradycji Iyengara o nowe (a tak naprawdę stare, ale zapomniane) elementy. Wydawało mi się również, że posiadanie wiedzy dotyczącej prawidłowego anatomicznie wykonania asan jest wartością dodatnią dla osoby zaczynającej praktykę Ashtangi. W końcu – sądziłam BKS Iyengar i Patabhi Jois praktykowali w tym samym czasie pod okiem Krishnamacharii i na długo – nauczanie tego pierwszego – choć rozwijające się w nowym kierunku – pozostawało silnie naznaczone podejściem właściwym Ashtanga Vinyasa jodze (za której ojca uznaje się właśnie Krishnamacharię).

Dziś sądzę, że wiele racji w moich wstępnych przypuszczeniach nie ma. Przekonałam się o tym oddając się mojemu zwyczajowi wizytowania klas moich asystentów i nauczycieli. Odwiedzałam więc również zajęcia mojej – odchodzącej w objęcia innej tradycji – uczennicy. Szybko okazało się, że nie potrafię zająć stanowiska wobec tego, z czym się tam spotkałam. Czułam, że ta propozycja jest spójna wewnętrznie i w swojej logice odrębna względem zasad, jakimi kieruje się joga Iyengara. Nie wypowiadam się tu na temat całokształtu praktyki ashtangowej a jedynie o tym jej fragmencie, który mógł zostać przemycony na klasie iyengarowskiej. Nie było tu ani sekwencji – serii A, ani rytmu wyznaczanego oddechem, ani sposobu koncentracji wzroku ani bandh. Choć później moja podopieczna czując się w obowiązku dostarczać coraz więcej elementów do tej układanki, jaką jest praktyka ashtangowa – ostatnie dwa również dodała. Cóż wiec pozostało z Ashtangi na jej klasach? Asana. Tak, zostało to, co w wymiarze praktycznym jest wspólne w obu metodach. U Iyengara będąc centralnym motywem, wokół którego koncentruje się reszta składowych praktyki jogi. W nauczaniu Patabhi Joisa – wtapiając się w sekwencję pozycji jest narzędziem transformacji energii, stacją przekaźnikową, naczyniem dla oddechu, formą dla ruchu, akordem w melodii, jaką jest cała rządzona rytmem oddechu seria. Nie posiada sama w sobie autonomii, którą przyznaje jej BKS Iyengar.

Weźmy jednak to, co zostało z praktyki asany w Ashtandze pod lupę. Lupę tę bierze do ręki nauczyciel Iyengara. Co zatem, jako osoba o wykształceniu iyengarowskim mogę dostrzec w asanie? Widzę przede wszystkim strukturę i budowaną na jej podstawie dynamikę. Sądzę, że u Patabhi Joisa dynamika asany samej w sobie nie istnieje – akcja pojawiająca się w asanie służy budowaniu dynamiki większej całości jaką jest sekwencja. U Iyengara asana wpisuje się w zupełnie inny kontekst – podłoże – zyskując tym samym wymiar geometryczny. Co to oznacza dla akcji w asanie w jednym i w drugim wypadku – napiszę następnym razem.

Posted in style jogi | Tagged , , ,

z Katarzyną Pilorz rozmawia Kamil Dąbrowa

11 lipca 2011 wzięłam udział w audycji „Popołudnie Radia TOK fm” . Gospodarzem audycji był akurat Kamil Dąbrowa. Audycja ta miała na celu promocję lipcowo-sierpniowego numeru miesięcznika społeczno-kulturalnego ZNAK, zawierającego blok tematyczny poświęcony pracy z ciałem. Niemniej – jak się okazało później rozmowa potoczyła się swoim torem… Chyba nawet lekko przekroczyliśmy czas antenowy. Zapraszam do wysłuchania tej rozmowy – mając nadzieję, że sprawi to Wam przynajmniej taką frajdę jak mnie jej prowadzenie.

Katarzyna Pilorz

audycja w TOK fm cz.1

audycja w TOK fm cz.2

 

 

Posted in Bez kategorii