Zakończenie ceremonii
Tak jak my je rozumiemy – urodziny Gurujiego wypadły w niedzielę. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na urodzinowe garden party. Tego dnia udało mi się wziąć udział w spotkaniu przedstawicieli stowarzyszeń na świecie. W gronie kilkunastu przedstawicieli ok.10 krajów dyskutowaliśmy standardy, jakie każdy z krajów przyjął jako wymogi do przedłużania Certifikation Mark. Wymiana doświadczeń okazała się momentami bardzo inspirująca dla nas wszystkich. Temat jest jak najbardziej na czasie dla polskiego stowarzyszenia, gdyż od najbliższego roku i my będziemy objęci wymogiem wprowadzenia CM. Prace nad tym już się rozpoczęły. Jak się okazało w konfrontacji z propozycjami innych krajów – podążając za modelem francuskim ustawiliśmy poprzeczkę wysoko. Nie mamy się, czego wstydzić.
Gowinda Garden, gdzie cztery dni wcześniej uczestniczyliśmy w obrzędach religijnych, zmieniło swoje oblicze. Naprzeciwko wejścia ustawiono podest a nad nim dekorację z okolicznościowymi napisami. Część zadaszona, pod którą odprawiano w środę pudżę miało posłużyć tym razem za miejsce serwowania kolacji. Miejsce na wpół nagich braminów zajęli kelnerzy w zielonych uniformach. Guruji zajmował centralne miejsce na wystawnym fotelu – przypominającym tron królewski z zagłówkiem tworzącym aureolę wokół głowy czcigodnego jubilata. Wokół niego zasiedli dostojni i wiekowi już członkowie fundacji Light on Yoga z Bombaju zajmującej się propagowaniem nauczania Guruji. Wśród nich Gita. Po tradycyjnej ceremonii powitania głos oddano bliskim uczniom Iyengara. Kolejno stawali na podium: Birju Mehta z Bombaju, Feaq Biria z Paryża, starsza pani z RPA, która okazała się być jedną z pierwszych uczennic Guruji, Manuso Manos z San Francisco, Prasiant Iyengar i Gita Iyengar. Prelegenci byli niezwykle zwięźli w swoich przemówieniach. Trzy pierwsze osoby towarzyszyły Guruji w jego pierwszych podróżach po świecie i właśnie garścią wspomnień i anegdot dzielili się z nami pozwalając nam spojrzeć na Gurji jak na człowieka skromnego, momentami zakłopotanego zderzeniem z nieznaną sobie kulturą, wdzięcznego i szczodrego w kontaktach. Szczególny talent do przywoływania i oddawania nie tylko słowem, ale i gestem barwności tych doświadczeń ma Faeq. Z historii przez niego opowiedzianych – czasem heroicznych, czasem komicznych przebijał bardzo ciepły i ludzki portret Guruji. Swoją zgrabnie skonstruowaną wypowiedź Faeq zakończył taką oto pointą: "Guruji miał w zwyczaju zabierać swoich uczniów wszędzie gdzie był zapraszany. Zdarzało mu się odmawiać przyjazdu, jeśli organizatorzy nie chcieli przyjąć również osób z jego otoczenia. Po zakończeniu warsztatów prowadzonych w USA, Guruji miał akurat dzień wolny. Spędzał go na wycieczce łodzią. Leżał obok mnie wygrzewając się na słońcu i nagle zerwał się, usiadł naprzeciwko i powiedział: Nawet niebo nie smakowałoby mi bez moich uczniów." Nic dodać, nic ująć – jak się okazało później przekaz ten został powtórzony przez samego Guruji – ubrany w inne słowa.
Mowa Manuso była łącznikiem między wspomnieniami a podziękowaniami. W dosłownie kilku prostych słowach ten zasłużony nauczyciel i bliski uczeń Guruji złożył podziękowanie Gurujiemu, za jego nauczanie, z którego czerpią miliony wdzięcznych mu za to ludzi. Prasiant Iyengar – jak sam to ujął – postawił się w roli punktu zwrotnego. Po teoretycznym i bardzo ogólnym wstępie, który zazwyczaj otwiera jego wykłady na zajęciach – przeszedł do podziękowań złożonych na ręce wszystkich osób, które pomagały lub uczestniczyły jako wolontariusze w organizacji tych obchodów. Organizację zaś humorystycznie przyrównał do gotowania posiłku, jako, że zaczynało się robić późno i myśli gości coraz częściej wędrowały pod zadaszenie. Dodał na koniec: "Jeśli ktoś z tych osób chce się ujawnić – proszę bardzo – ja powiem, czy ta osoba kroiła warzywa, czy je gotowała, czy zmywała." Swoje przemówienie zakończył podziękowaniami wszystkim przybyłym uczestnikom obchodów.
Gita Iyengar podbiła mnie po raz kolejny tym, czemu poświęciła swoje przemówienie. Otóż ona również dziękowała – tyle, że jej podziękowania powędrowały do czterech skrupulatnie wybranych osób, spośród tych, którzy nauczanie i rodzinę Guruji wspierali w sposób najprostszy i najbardziej przyziemny. Gitaji złożyła swoje podziękowania pierwszej uczennicy, która w Punie zapisała się na ogólne zajęcia Guruji – starszej już pani, która jeszcze do dziś prowadzi zajęcia. Żeby przybliżyć nam stopień trudności w zdobywaniu uczniów w Punie Gita powiedziała: "Jeśli coś zostanie zaakceptowane i spotka się z uznaniem w Punie, wtedy spotka się też z uznaniem na świecie." O nauczaniu Guruji jest to z pewnością prawda. Drugą osobą wyróżnioną przez nią był znany nam ze swojej wizyty w Polsce Shah. Gita podkreśliła skromną postawę Shaha i jego bardzo dyskretną uczynność, na której nigdy rodzina Iyengarów się nie zawiodła stojąc wiele razy w obliczu trudności i prób. Swoje podziękowanie zakończyła nadmieniając, że od lat Shah zaopatruje rodzinę Iyengaów w ryż z rejonu, z którego pochodzi nie biorąc za to ani grosza. Guruji ponoć nie chce jeść innego ryżu niż ten. W parze z Shahem wystąpił Pandu – słynny sekretarz Instytutu. Okazało się, że faktycznie obu panów łączy zażyłość, którą szybko zademonstrowali występując na scenie razem i przez chwilę psocąc jak chłopcy, którymi byli, kiedy jeden pilnował, żeby drugi nie opuszczał klas. Klasy opuszczał oczywiście Pandu. Zasługi Pandu są wszystkim bywalcom Instytutu znane. Pandu po prostu zarządza Instytutem i bez niego funkcjonowanie tej instytucji byłoby trudne do wyobrażenia. Ostatnia z osób wyróżnionych przez Gitę już nie żyje i związana z RIMYI na początku działalności tegoż. Gitaji wystąpiła znowu w roli hojnej matki wprawnym okiem wyławiającej tych którzy swoją postawą czynią zadość wartościom najprostszym i najbardziej fundamentalnym.
Przekaz Mistrza
Ostatnią osobą, która zaszczyciła nas swoją mową był sam dostojny jubilat. Guruji w asyście Abbie podszedł do mównicy i głosem dźwięcznym, zdradzającym wciąż potężne płuca – przemówił do nas. Mówił wyjątkowo zwięźle, logicznie i pięknie. Zwrócił się do nas: Moje dzieci. Nie mogło tu paść nic bardziej adekwatnego. Po tym prawie tygodniu uczestniczenia w przygotowaniach a następnie obchodach urodzin Guruji poczułam, że jego dostępność oraz spontaniczne reakcje sprawiają, że wieź miedzy nim a nami się zacieśnia do stopnia relacji rodzic-dziecko. Guruji dał wyraz swojemu oddaniu nam – swoim uczniom i przyrównał je do oddania Bogu potwierdzając tym samym pointę Faeqa. Zacytowawszy Jogasutry powiedział, że w swoim życiu został obdarzony podwójnie – wbrew temu, co pisze Patanjali – jako yogi czyniąc powinności sadhaki oraz jako bhogi będąc szczęśliwym człowiekiem spełnionym życiowo. Poprosił nas na koniec, byśmy dbali o wewnętrzną pewność przekazu, który niechybnie pozostawi już wkrótce nam do niesienia dalej. Przekaz ten jest kompatybilny z tym, co usłyszeliśmy w wykładzie o klasycznym tańcu indyjskim – umysł, ciało i świadomość są jednym i kluczem do tego, aby tę jedność urzeczywistnić jest właśnie ciało i praktyka jogi, w sposób, którego nas nauczał przez ostatnie 70 lat swojego życia. Swoją przemowę zakończył błogosławieństwem. Rozległy się brawa a ja już zaczęłam tęsknić za jego głębokim i dźwięcznym głosem, który przez ten krótki czas wprawiał w harmonijną wibrację przestrzeń wokół nas.
Cóż – pozostało nam zjeść kolację – która już nie była tak egzotyczna i smaczna jak środowy obiad. Zaserwowano nam posiłek w stylu z północy Indii. Oczywiście Guruji nie mógł odmówić przyjęcia pokłonów od zebranych. Ustawiliśmy się w kolejce zwartą grupą z Polski. Ewa zakupiła prezent i mimo, że zabroniono nam wręczania upominków – Guruji przyjął go od nas. Konrad przedstawił nas jako grupę z Polski, ale Guruji z błyskiem w oku odparował – "Ja wiem, ja wiem – you Polish peope…" na co Konrad przytonie odparł – "Yes we steel need to be polished." Otrzymaliśmy w odpowiedzi szeroki, szczery uśmiech Guruji. Niech uśmiecha się do nas jak najdłużej.
Katarzyna Pilorz
Puna, 15 grudnia 2008



